Nanotechnologia w walce z rakiem (zwłaszcza niedrobnokomórkowym rakiem płuc)
Dodane przez jemnazdrowie dnia Luty 24 2012 00:14:43

Największe odkrycia naukowe z reguły nie odbywają się przypadkiem, wbrew powszechnej opinii. Z reguły są one efektem ciężkiej, nużącej pracy. Często są również mało efektowne, przynajmniej z pozoru. Często sobie wyobrażam tych naukowców spędzających w laboratorium całe dnie i noce, mozolnie wykonujących swoją pracę, którą potem skrupulatnie zapisują i poddają nudnej analizie. I nie zniechęcających się, kiedy coś okazuje się nie takie, jak zakładano, gdyż najczęściej tak jest. Dla mnie to prawdziwi bohaterzy. Ale do rzeczy :)
Ostatnio jestem w euforycznym nastroju. Zajmowałam się analizą badań na lipoplatyną, inaczej cisplatyną liposomalną, która dla mnie oznacza przełom w leczeniu niedrobnokomórkowego raka płuc i innych nowotworów (piersi, być może nowotworów głowy, szyi, żołądka, trzustki – tutaj są konieczne dalsze badania, ale na logikę powinno tak być).
Leczenie NSCLC (czyli niedrobnokomórkowego raka płuc) przez kilkadziesiąt lat było tak właściwie niezmienione. Od kiedy w latach siedemdziesiątych zaczęto stosować cisplatynę, która okazała się być bardzo skuteczna, również w leczeniu zaawansowanego raka płuc, niewiele nowego się wydarzyło. Do niedawna. Najpierw pojawił się erlytynib, który miał być stosowany tylko w leczeniu paliatywnym, ale w praktyce okazał się być jeszcze bardziej skuteczny niż pierwotnie zakładano i obecnie trwają badania nad tym, aby używać go w pierwszej linii leczenia, ponadto stosować w leczeniu również innych nowotworów. A od kilku lat trwają intensywne badania właśnie nad lipoplatyną, która w moim pojęciu będzie jeszcze bardziej rewolucyjna.

Zacznę od tego, czym jest lipoplatyna:
A właściwie powinnam wyjaśnić, czym dokładnie jest cisplatyna… Cisplatyna należy do tzw. cytostatyków, czyli związków chemicznych platyny, używanych jako leki w chemioterapii. Jest stosowana w leczeniu różnych nowotworów, między innymi tytułowego NSCLC, również zaawansowanego. Na ogół stosuje się ją w połączeniu z innymi lekami, np. w przypadku raka płuc z gemcytabiną. Jest bardzo skutecznym lekiem, którą to skuteczność hamuje niestety jej toksyczność. Skutki uboczne stosowania cisplatyny należą do najsilniejszych spośród wszystkich leków stosowanych w chemioterapii. Przede wszystkim uszkadza nerki, powoduje neuropatie i stałe drętwienie kończyn, obniża morfologię krwi, może uszkadzać słuch – powodować szum w uszach, rzadko prowadzić do głuchoty, również rzadko powoduje łysienie, natomiast nudności i wymioty po cisplatynie należą do najsilniejszych ze wszystkich cytostatyków, utrzymują się do dwóch tygodni po zakończeniu leczenia. Wpisałam je jednakowoż na końcu, gdyż to są rzeczy, które przechodzą. Pozostałe skutki uboczne, zwłaszcza neuropatie, mogą być i często są trwałe. Te skutki uboczne, zwłaszcza nefrotoksyczność (czyli toksyczny wpływ na nerki), są poważnym ograniczeniem w używaniu cisplatyny, ponieważ często powodują zaburzenie procesu leczenia – przedłużenie odstępu między wlewami chemii, a nawet przerwanie leczenia. Poza tym ma to wpływ na podawaną dawkę leku – mniejszą niż skuteczna.

A tu nagle pojawia się cisplatyna liposomalna. Jest to cisplatyna w otoczce lipidowej (tłuszczowej). Nie brzmi rewolucyjnie? A efekty takie są – moim skromnym zdaniem. Nie wiem, co uznać za najważniejsze, ale efekty są następujące: znaczne zmniejszenie toksyczności leku, przede wszystkim nefrotoksyczności (przede wszystkim, gdyż to jest największy problem z cisplatyną). Tym samym pojawia się możliwość użycia większej dawki leku, co prowadzi do większej skuteczności lipoplatyny w porównaniu z cisplatyną. Po trzecie – nasz organizm nie walczy z lipoplatyną, uznając ją za składnik odżywczy, inaczej mówiąc, makrofagi wchodzące w skład naszego układu odpornościowego zostawiają ją w spokoju, dzięki czemu utrzymuje się jej wysokie stężenie we krwi długo po podaniu. Na czystą cisplatynę makrofagi „polują” i jej stężenie we krwi zaczyna maleć praktycznie od razu po podaniu. Po czwarte – ze względu na specyfikę nowotworu (jego duże zapotrzebowanie na składniki odżywcze), bardzo chętnie pobiera on lipoplatynę, co ma dwa skutki – znowu większa skuteczność, ze względu na większe stężenie leku w guzie, a po drugie mniejsza toksyczność leku – koncentracja leku w guzach i ich przerzutach jest od 40 do200 razy większa niż w sąsiadującej, zdrowej tkance. Czy coś jeszcze? No tak, badania kliniczne na zwierzętach sugerują, że lipoplatyna ma również działanie antyangiogeniczne (czyli blokuje tworzenie i przyłączanie przez nowotwór nowych naczyń krwionośnych), czyli mogłaby być lekiem „dwóch frontów”, ale aby to stwierdzić potrzebne są jeszcze dalsze badania.
Sporo tego, prawda? :)
Do tej pory większość badań na lipoplatyną dotyczyła raka płuc, w następnej kolejności raka piersi. Podejrzewam, że wejdzie ona w użycie już niedługo, przynajmniej w przypadku NSCLC. Opieram to przekonanie przede wszystkim na fakcie, że nie prowadzi się już naborów do badań lipoplatyna – NSCLC, a tych badań było sporo, opracowano również dawki zalecane w leczeniu. Zdaje się, że została do przejścia już tylko papierkologia stosowana. Nie wiem, ale czekam z niecierpliwością :)
Obecnie prowadzi się badania między innymi nad użyciem lipoplatyny w leczeniu raka jajnika (nawrotu), trzustki i złośliwego międzybłoniaka opłucnej.
Do tego, ta nowa technologia, czyli umieszczanie leku w otoczce lipidowej, może mieć (i ma) zastosowanie również w przypadku innych leków. Cały czas się nad tym pracuje, perspektywy są więcej niż obiecujące: ta technika może mieć zastosowanie nie tylko w walce z rakiem, są plany, aby użyć jej w leczeniu AIDS i wirusowego zapalenia wątroby.
Zastanawiam się też, czy ta technologia „wstrząśnie światem”? Chyba nie. Tak, jak to widzę, jednego dnia pacjent otrzyma cisplatynę, a ten, który przyjdzie następnego dostanie już lipoplatynę. I ten drugi nie będzie wiedział, jakie ma szczęście, no bo skąd? Jak opisać, co go ominęło, jakie cierpienia? A, że poprawa skuteczności… też nic wielkiego, w końcu nie jest to cudowny lek, który gwarantuje, że pozbędziemy się nowotworu raz i na zawsze, a ludzie chyba na coś takiego utopijnego czekają. A jakie wrażenie robi informacja o wyższej medianie przeżycia, albo o tym, że po 18 miesiącach od zakończenia leczenia było dwa razy więcej przeżyć w grupie leczonej lipoplatyną w porównaniu do grupy leczonej cisplatyną? A to wszystko to są tak wielkie rzeczy…
Dla mnie słowo „liposomalna” w tej chwili ściśle się kojarzy z nadzieją i radością. Co sobie przypominam wyniki poszczególnych badań i ogólne wnioski, to mi weselej :)

Bibliografia:
Charest G, Sanche L, Fortin D, Mathieu D, Paquette B. “Glioblastoma Treatment: Bypassing the Toxicity of Platinum Compounds by Using Liposomal Formulation and Increasing Treatment Efficiency with Concomitant Radiotherapy”, 2012 (przed drukiem)

Fantini M, Gianni L, Santelmo C, Drudi F, Castellani C, Affatato A, Nicolini M, Ravaioli A. “Lipoplatin treatment in lung and breast cancer.”

Froudarakis ME, Pataka A, Pappas P, Anevlavis S, Argiana E, Nikolaidou M, Kouliatis G, Pozova S, Marselos M, Bouros D. “Phase 1 trial of lipoplatin and gemcitabine as a second-line chemotherapy in patients with nonsmall cell lung carcinoma”, 2008

http://www.lipoplatin.com/about.php

Mylonakis N, Athanasiou A, Ziras N, Angel J, Rapti A, Lampaki S, Politis N, Karanikas C, Kosmas C. “Phase II study of liposomal cisplatin (Lipoplatin) plus gemcitabine versus cisplatin plus gemcitabine as first line treatment in inoperable (stage IIIB/IV) non-small cell lung cancer”, 2010

Stathopoulos GP. “Liposomal cisplatin: a new cisplatin formulation”, 2011